O autorze
Z zamiłowania i praktyki - dziennikarz. Śląsk i Zagłębie to moje rodzinne strony, które będę opisywał najczęściej. Poza tym będzie o polityce, którą nadal staram się zrozumieć.

Co może Nowak?

Ale nie taki przeciętny, polski Nowak. Tylko polski minister transportu – też Nowak. Ten może dużo, zaryzykuję stwierdzenie, że może najwięcej w cywilizowanej Europie. Publikacja tygodnika „Wprost” udowodniła, że jeśli chodzi o Sławomira Nowaka, takie słowa jak: przejrzystość, uczciwość czy odpowiedzialność nie mają dla polskiego rządu większego znaczenia.

Wprost” napisał, że minister wymienia się drogimi zegarkami z biznesenami, i że bawi się w arcydrogich klubach z przedsiębiorcami, którzy później realizują rządowe, warte wiele milionów złotych kontrakty. W toku zbierania materiału do tekstów, dziennikarze tygodnika kilka razy przyłapali pana ministra na kłamstwie.



I co? I nic. Gdyby w naszym kraju obowiązywały minimalne standardy przejrzystości życia publicznego, gdyby politycy PO (a wśród nich premier) rozumieli, że urzędnik państwowy powinien być, jak żona Cezara, poza wszelkim podejrzeniem, to wówczas Sławomir Nowak w dniu publikacji tego tekstu, powininien odejść z urzędu.

Gdyby premier Tusk lepiej wsłuchiwał się w to, co mówi Angela Merkel, to pewnie dowiedziałby się, że tam ministrowie tracą zajęcie za nieodpowiednie zdjęcie z wakacji, czy skorzystanie z auta służbowego do prywatnych celów, a prezydent składa dymisję za podejrzane kontakty ze światem biznesu.

Próbowałem te polsko-niemiecki rozbieżności w podejściu do polityki wyjaśnić w rozmowie z Henrykiem Jarczykiem, korepondentem niemieckiego radia w Polsce. Ten powiedział mniej więcej tak: to nieprawda, że u nas (w Niemczech) politycy nie grzeszą. Tylko, że u nas jest inaczej niż u was. U nas czują odpowiedzialność za partię, za kraj, i składają dymisję, żeby nie narażać ich na utratę wizerunku.

U nas, na łamach tygodnika minister przyznaje się nawet do „wymiany na zegarki”. Ale premier uznaje, że tłumaczenia są zadowalające a artykuł jest insynuacyjny...

W krajach, w których rządzący liczą się z wyboracami, na przykład w Szwecji, dwie panie minister straciły stanowiska tylko za to, że nie płaciły abonamentu radiowo-telewizyjnego. My żyjemy w kraju, w którym sam premier nazywa osadzony w prawie abonament: haraczem ściąganym od ludzi.

Ale wróćmy do ministra Sławomira Nowaka. Gdyby ten chciał czasem odwrócić się na zachód i obejrzeć nie tylko tamtejsze autostrady, to wiedziałby, że czas podać się do dymisji. Ale wtedy być może już żaden „stary kumpel” nie zechce wymienić się z nim na zegarek, być może nikt już nie zaprosi byłego ministra do klubu Prive.

U nas, po staremu – rząd temat 'zamilczy'. Udało się z „aferą hazardową” to czemu ma się nie udać z Nowakiem. I chyba racja. Tylko szkoda, że standardy demokracji Donalda Tuska wyznacza nie Angela Merkel, a .... Silvio Berlusconi.
Trwa ładowanie komentarzy...